29/06/2017
admin

Jak to jest z wejściem do strefy euro?

Wchodzić, czy nie? Narodowy Bank Polski rozpisał niedawno konkurs, z nieszczególnie głęboko ukrytą tezą „Korzyści z posiadania przez Polskę własnej waluty”. Ta sama instytucja wcześniej opublikowała raporty na temat konsekwencji wejścia do unii walutowej (jeden za kadencji Leszka Balcerowicza a drugi za kadencji Sławomira Skrzypka), które jednak nie dawały tak konkretnej odpowiedzi. Dlaczego? Bo zawsze jest ekonomiczne „z drugiej strony” i akurat w przypadku wchodzenia do strefy euro, wyważanie pomiędzy obiema stronami do łatwych nie należy.

Co wiemy? Wejście do strefy euro to dwie podstawowe zmiany: stopy procentowe ustala Europejski Bank Centralny a nie Rada Polityki Pieniężnej, oraz kurs złotego do euro jest stały.

Pierwsza może lekko rozchwiać gospodarkę. Z jednej strony wzrost gospodarczy podczas ożywienia będzie większy, ale również spowolnienia przez jakiś czas będą głębsze. O ile co do kierunku większość badań jest zgodna, o tyle oszacowanie faktycznej skali tego efektu jest bardzo kontrowersyjne, bo wymaga zbadania „co by było, gdyby”. Badania bazujące na przeszłości sprawdzają, jak bardzo zwiększyłyby się wahania polskiego PKB, gdyby w przeszłości stopy procentowe ustalał EBC, a kurs walutowy byłby stały. Większość opracowań wskazuje, że w „normalnych czasach” zmienność polskiej gospodarki nie uległaby znacznemu zwiększeniu. Natomiast obraz się trochę zmienia, jeśli uwzględnić ostatni kryzys. Wtedy stabilizującą rolę w polskiej gospodarce odgrywał kurs walutowy. Badanie przeprowadzone w NBP wskazuje, że roczny wzrost gospodarczy w latach 2007-2012 wahałby się w przedziale od -6 proc. do +9 proc., a nie – jak to miało miejsce – pomiędzy 0,5 proc. a 7 proc. Inna sprawa, czy w rozsądnym horyzoncie można się spodziewać następnego tak głębokiego kryzysu światowego. A im więcej czasu upłynie od zintegrowania, tym mniej przyczyn dla rozchwiania gospodarki w warunkach kryzysu.

Alternatywne podejście polega na symulacjach „w przyszłość”. Badania wskazują, że jeżeli nie nastąpi głęboki kryzys finansowy podobny do Wielkiej Depresji czy ostatniego kryzysu nazywanego Wielką Recesją, to koszty integracji ze strefą euro — usztywnienie kursu oraz brak autonomicznej polityki pieniężnej – wyniosą maksymalnie ok. 0,1 proc. konsumpcji w całym cyklu życia. Oszacowania dla Wielkiej Brytanii wskazują, żeby byłoby to ok. 2 proc. Wielka Brytania jest mniej zintegrowana ze strefą euro niż Polska. Prognozowanie przyszłości do łatwych nie należy, więc wszystkie te liczby należy traktować z ostrożnością.

Co z kursem złotego do euro? Ustalenie tego kursu na określonym poziomie niekoniecznie musi być złe. Wahania kursu są źródłem kosztów dla firm. Gdy firmy poza zabezpieczeniem swojego ryzyka kursowego, chciały przy okazji na transakcjach walutowych zarobić, nagłe pogorszenie kursu doprowadziło część z nich do bankructwa. Małe firmy nie mają ani wystarczającego dostępu do usług finansowych, ani wiedzy, by w sposób skuteczny zabezpieczać się przed ryzykiem zmiany wartości złotego do euro. Deprecjacja jest sporym problemem dla zwykłych obywateli z kredytem w walucie. Ustabilizowanie kursu waluty eliminuje zarówno pokusę podejmowania zbędnych transakcji, jak i ogranicza koszty zabezpieczenia się przed ryzykiem. Jednak tu także jest „druga strona”. Kurs walutowy pozwala w pewnym stopniu amortyzować efekty tzw. szoków zewnętrznych. Recesja czy stagnacja PKB w strefie euro w niewielkim stopniu skutkowały spadkiem polskiego eksportu: złoty osłabł i dzięki temu polskie produkty stały się tańsze.

A jakie są korzyści z wejścia do strefy euro? Podstawowa to łatwiejsza wymiana międzynarodowa. Fakt, że złotówek nie trzeba by wymieniać na euro, zrównałby szanse producentów z Polski i krajów unii walutowej oraz uczyniłby ich bardziej atrakcyjnymi niż ci spoza strefy. Szacowanie skali tego efektu to w literaturze ekonomicznej prawdziwy chocholi taniec. Na początku poprzedniej dekady – wtedy pisano głównie o dolaryzacji – sugerowano kolosalne korzyści z integracji monetarnej. Pierwsze badanie wskazywało, że handel pomiędzy dwoma krajami ze wspólną walutą jest dwukrotnie większy niż bez wspólnej waluty, przy innych czynnikach niezmienionych. Kolejne badania „obierały” ten wyjściowy wynik, wskazując na masę czynników takich jak wspólny język, wspólny system prawny, krąg kulturowy, uwarunkowania geograficzne, itp. Ale nawet „obrany” – wpływ euroizacji na handel międzynarodowy pozostaje korzystny i znaczący, rzędu dwudziestu kilku procent. Czy doświadczyła go np. Słowacja, która przyjęła euro tuż przed wybuchem globalnego kryzysu finansowego i drwiono, że Słowacy przyjeżdżają do Polski na zakupy? Tak, gdyby nie korzyści z wymiany międzynarodowej, skala i trwałość spowolnienia na Słowacji byłyby większe.

Drugą korzyścią jest spadek stóp procentowych. Kraje peryferyjne po wejściu do strefy euro doświadczały znaczącego obniżenia stóp procentowych. Sprzyja to kredytobiorcom – firmom i obywatelom. Korzyść ta jest podwójna, bo spadek stóp zmniejsza koszty obsługi długu publicznego. Rząd może zatem obniżyć zadłużenie i/lub podatki. Naturalnie, zbyt dużo luzu w budżecie może również rodzić zagrożenia. Niektóre kraje peryferyjne – np. Grecja – korzyściami z niższych stóp zarządzały źle. Niestabilna polityka fiskalna i gospodarcza doprowadziła do tzw. niestabilnych boomów, które trwały całkiem długo i wszystkim się podobały. Dopóki nie nastąpiło załamanie. Co gorsza, to ostateczne załamanie nastąpiło w najgorszym możliwym momencie globalnego kryzysu finansowego.

Warto jeszcze wspomnieć o korzyściach natury politycznej. Po zwycięstwie Emmanuela Macrona w wyborach prezydenckich we Francji rosną szanse na głębszą integrację krajów strefy euro. To może oznaczać, że kraje pozostające poza unią walutową, jak Polska, zaczną być marginalizowane. Dodatkowo jest zagrożenie przeniesienia części funduszy rozdzielanych w ramach Unii Europejskiej pomiędzy kraje członkowskie do budżetu strefy euro. Wówczas kwoty trafiające do Polski uległyby obniżeniu.

Jaki jest bilans wstąpienia Polski do strefy euro? Wydaje się, że pozytywny, zwłaszcza w dłuższej perspektywie. Jak rzadko w ekonomii, trudno go oszacować nawet w dużym przybliżeniu, nim nie zaczniemy tego procesu realizować. Samo przystąpienie do strefy euro wymaga stabilizowania kursu przez okres dwóch lat i w zależności od sytuacji gospodarczej na świecie oraz w Polsce, a także naszej krajowej polityki gospodarczej w tym okresie, może się okazać, że strzelilibyśmy sobie samobója jeszcze podczas rozgrzewki. Stabilizacji kursu powinna towarzyszyć stabilizacja emocji wokół euro. Badania pokazują, że zwolennicy wejścia do strefy euro zazwyczaj akceptują integrację europejską, podczas gdy przeciwnicy eksponują rolę atrybutów państwowości. Przyszłość pokaże, jak dalece można antagonizować te dwa środowiska i jak duże konsekwencje polityczne i gospodarcze to przyniesie. Późniejsze „wejście w mecz” – czyli krótki okres przejściowy wprowadzania euro – też może być źródłem licznych napięć politycznych, rzutując w ten sposób na procesy gospodarcze. Czy da się ten proces przeprowadzić bezboleśnie? Doświadczenia innych krajów pokazują, że tak. Tylko najpierw trzeba zacząć…

GRAPE | Tłoczone z Danych – Dziennik Gazeta Prawna (26 Czerwiec 2017)