06/11/2017
mmalec

Śmiertelne amerykańskie hobby

Stany Zjednoczone mają problem z bronią palną, o czym przypomina przynajmniej raz na jakiś czas kilka lub kilkadziesiąt niewinnych ofiar strzelaniny w miejscu publicznym. Kiedy po raz 14 Barack Obama składał kondolencje rodzinom ofiar masowych strzelanin, nazwał to w mediach „smutną rutyną” swojej pracy. Mimo dramatycznych okoliczności i kolosalnej liczby ofiar, w USA nie ogranicza się dostępu do broni, a sama debata nad zmianą prawa jest tłumiona przez stowarzyszenia reprezentujące wielomiliardową branżę handlu bronią i miliony osób, dla których broń jest pasją. Czy w Ameryce da się skutecznie podjąć dyskusję nad czymś, co przynosi zysk?
Rocznie w strzelaninach ginie ponad 30 000 Amerykanów. Po każdej kolejnej tragedii temat ograniczenia dostępności do broni wraca do Waszyngtonu i zawsze propozycje zmian przegrywają z ludźmi, którzy uważają prawo swobodnego dostępu do broni palnej za święte. Jest to przecież ukochana druga poprawka do konstytucji., czyli jedno zdanie z 1791 r.: gwarancja „prawa do posiadania i noszenia broni”. Po za tym, jest to również, uwielbiane przez miliony Amerykanów hobby. Sektor produkujący broń palną i amunicję konsumencką jest wyceniany na 13,5 mld dolarów, co roku osiągając zysk rzędu 1,5 mld dolarów (te statystyki nie obejmują np. wojska, policji, itp.). Największym sprzedawcą broni w Stanach jest … Wal-Mart, a co weekend, w Ameryce odbywa się ponad 100 targów broni palnej, tzw. „gun shows”.

Pomimo tak szerokiej dostępności broni, szczególnie w niektórych stanach, broń należy legalnie tylko do 13 milionów Amerykanów (inna sprawa, że policjantów w USA jest 10 razy mniej). Własność broni jest skoncentrowana: ok. 8 milionów osób jest właścicielami więcej niż kilku a niektórzy nawet ponad stu (!) sztuk broni palnej. W praktyce 50% broni w USA należy do 3% populacji, a większość Amerykanów nie ma żadnej broni. Dlatego w sondażach opinii większość Amerykanów popiera ograniczenie dostępu do broni.

Poza poglądami, za ograniczeniem dostępu do broni przemawiają także badania naukowe: mniej broni palnej, to mniej przypadkowych ofiar. Gdy część stanów wprowadziła zakaz posiadania broni osobom skazanym za przemoc domową, wskutek tych zmian zabójstwa partnerów spadły o średnio 10% (Annual Review of Public Health). Jak pokazał Daniel Webster z Uniwersytetu Johna Hopkinsa w 2007r., pięć lat po tym jak stan Missouri zniósł obowiązek uzyskania licencji na posiadanie broni palnej, zabójstwa z jej udziałem wrosły o 25%. Tylko w 2015 r., aż 15 opublikowanych badań potwierdziło, że broń w domu podwaja ryzyko śmierci na skutek postrzelenia (zestawienie przygotowali redaktorzy ScientificAmerican).

Co na takie wyniki obrońcy drugiej poprawki? Zazwyczaj przywołują statystykę, że większa intensywność posiadania broni w USA koreluje się z mniejszą liczbą zabójstw. Tymczasem jest to zbieżność czysto przypadkowa: najwięcej właścicieli broni mieszka na obszarach wiejskich, gdzie przestępstwa są w kategoriach absolutnych rzadkie. Po uwzględnieniu tych uwarunkowań, powraca spodziewany wynik, że większa liczba pistoletów to większa liczba ich ofiar. Kolejny argument zwolenników nieograniczonego dostępu do broni jest następujący: przez ostatnie 10 lat mimo tego, że sprzedaż broni palnej ciągle rośnie, wskaźnik przestępczości w Stanach spada. Jednak, jak pokazał ekonomista Mark Duggan ze Stanford, systematycznie maleje liczba gospodarstw domowych, które posiadają jakąkolwiek broń palną, a rośnie koncentracja posiadania broni. Dlatego nie należy interpretować tych dwóch rozbieżnych trendów jako dowodu na brak korelacji: przestępczość spada w związku z mniejszą liczbą gospodarstw posiadających broń.

Poza staranie dobranymi statystykami, obrońcy drugiej poprawki mają też NRA (National Rifle Association), organizację z pięcioma milionami członków, która sprzeciwia się każdej próbie zaostrzenia regulacji. NRA przekazuje rocznie miliony dolarów do komitetów i fundacji posłów Kongresu, z nadzieją, że oni zagłosują przeciwko restrykcjom. NRA grozi politykom zabraniem funduszy i utratą poparcia milionów Amerykanów gotowych oddać głos na polityka, który obieca im podtrzymanie prawa do posiadania nawet absurdalnie dużej liczby zabójczych zabawek. W tym roku, organizacja wspierała pomysł zniesienia praw zabraniających posiadania broni ludziom chorym psychicznie. Jakie argumenty tak skutecznie NRA podnosi? Orędownicy posiadania broni twierdzą, że przestępcy i tak nie zdobywają broni legalnie, więc ograniczenie w dostępie nie zmniejszy przestępstw z użyciem broni. Za to „dobry człowiek z bronią”, może uratować wszystkich przed potencjalnym zabójcą, niczym Bruce Willis w „Szklanej pułapce”.

Te teorie można byłoby przetestować empirycznie: USA to duży kraj i prawdopodobnie często dochodzi tam do sytuacji pozwalających weryfikować jedną i drugą teorię, szczególnie w świecie coraz bardziej ogarniętym przez BigData. I tu także pojawia się NRA, aktywnie ograniczając środki na badania naukowe. Rządowa agencja do badania zdrowia Amerykanów, Centers for Disease Control (CDC), od 21 lat nie prowadzi badań o wpływie dostępności broni na życie Amerykanów. W 1996 r. CDC opublikowało badanie pokazujące, że broń w domu drastycznie zwiększa prawdopodobieństwo zabójstwa. W tym samym roku NRA skutecznie przekonała większość Kongresu żeby zmniejszyć budżet CDC o 2.6 mln dolarów przeznaczonych na te badania. Po tym jak dwadzieścioro dzieci (!) zostało zastrzelonych w przedszkolu w Connecticut w 2012 r. prezydent Obama, próbował zwiększyć budżet CDC na takie badania, lecz Kongres nie przyznał na nie środków.

W rzeczonym Connecticut średnio rocznie z broni palnej ginie 4.5 osoby na każde 100 tys. W Pensylwanii ta statystyka wynosi 11.36. Kiedyś odwiedziłem w tym stanie kolegę z uczelni, zabrał mnie na taki targ broni palnej. W wielkiej hali pod Pittsburghiem zebrało się ok. dwustu sprzedawców broni, do wyboru do koloru. Jeżeli skusiłbym się na coś i gdybym miał prawo jazdy z Pensylwanii, to kupiłbym sobie, co bym chciał w mniej niż godzinę: sprzedawca zweryfikowałby w systemie online, że osoba o moim numerze identyfikacyjnym nie jest skazana za przestępstwo z użyciem broni, uzależniona ani chora psychicznie – i wyszedłbym z tej hali z dowolnym przyrządem do masowego zabijania ludzi. Tyle, że mam prawo jazdy z New Jersey , czyli stanu z jednym z najbardziej restrykcyjnych praw do posiadania broni. Nawet bez prawa do zakupu, jako osoba nikomu nieznana bez jakiejkolwiek weryfikacji, czy jestem w dobrym stanie psychicznym, mogłem się pobawić, czym tylko chciałem: od prostych pistoletów do karabinów maszynowych. Kiedy powiedziałem jednemu przemiłemu sprzedawcy z jakiego stanu jestem, poprawił mnie, że to nie jest już stan, tylko „socjalistyczna republika”. W New Jersey średnio z broni palnej ginie 5.7 osoby na 100 tys. mieszkańców. W Polsce ta sama statystyka to 0.26. Ciekawe, jakie określenie przemiły pan sprzedawca miałby dla naszego kraju.

GRAPE | Tłoczone z Danych – Dziennik Gazeta Prawna (6 Listopada 2017)