29/12/2015
admin

Jeżeli samotna matka zarabia 1600 zł…

„System który nie działa” to raport, który dotyczy systemu dożywiania dzieci w Polsce. Rocznie na ten cel państwo przeznacza 800 mln zł. – Jeśli wydajemy tyle pieniędzy, a dzieci cały czas są niedożywione, to coś musi być z tym systemem nie tak – mówiła w „Popołudniu RDC” współautorka raportu prof. Joanna Tyrowicz, ekonomistka, wykładowczyni Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego oraz współzałożycielka ośrodka badawczego GRAPE.

Posłuchaj całej audycji | Informacja na stronie RDC

Gość Tomasza Kwaśniewskiego zaznacza, że trzeba odróżnić zjawisko głodu od niedożywienia. – Każdy z nas, przynajmniej raz tygodniu, jest głodny. Nie mówimy o głodnych dzieciach, ale o takich, kiedy głód staje się zjawiskiem chronicznym i to nie musi być głód, że kogoś ssie w brzuchu, tylko na przykład nie dostaje właściwych wartości odżywczych (…). To może być związane z ubóstwem, różnymi innymi typami dysfunkcji, które znajdują się w rodzinach, np. uzależnienie, ale może być też związane z tym, że dziecko wydaje pieniądze na papierosy zamiast na jedzenie – mówi prof. Tyrowicz.

Wpływ niedożywienia
Jak tłumaczy prof. Tyrowicz, niedożywione dzieci nie są w stanie uczyć się i prawidłowo rozwijać. –Jeżeli dziecko doświadczy niedożywienia na jakimkolwiek etapie swojego życia, (…) to zostanie to w jego rozwoju jako luka i poczucie, że jest gorsze – podkreśla. Obecnie, jak przypomina gość RDC, rodzice, którzy chcą, aby ich dziecko otrzymywało obiady w szkole, muszą spełnić klika warunków, m.in. kryterium dochodowego. – Jeżeli samotna matka zarabia 1600 zł, to jej dziecko już nie zakwalifikuje się na obiady w szkole – podkreśla prof. Tyrowicz Jak tłumaczy współautorka raportu „System, który nie działa”, celem publikacji nie jest tłumaczenie, na czym polega właściwa dieta, a zwrócenie uwagi na problem niedożywienia dzieci w Polsce.

– To nie wymaga dużej wyobraźni, żeby uświadomić sobie, co to znaczy, że dziecko nie dostaje białka przez ileś lat swojego życia albo spożywa je raz w tygodniu – komentuje.

Brak reakcji ze strony szkół
Prof. Tyrowicz wyjaśnia, że pierwsza część badania zawierała eksperyment, w którym eksperci wysłali list, „którego celem było zweryfikowanie, jak dyrektorzy szkół reagują na sygnał od rodzica, że do ich placówki być może chodzi niedożywione dziecko, któremu trzeba pomóc”. W badaniu wzięło udział 1200 szkół.
– To reprezentatywna próba, ale przed losowaniem wyłączyliśmy małe szkoły oraz szkoły sportowe, specjalistyczne i prywatne. List napisała matka, że z jej dzieckiem ze szkoły wraca kolega i zachowuje się dziwnie – pyta o jedzenie i czy może zabrać je do domu. Matka zadała trzy pytania – jak rozpoznać, że z dzieckiem jest coś nie tak, jak ona może pomóc oraz jak może zrobić to szkoła – wyjaśnia gość Tomasza Kwaśniewskiego.

– 56 proc. szkół w ogóle nie zareagowało na ten list. To jest przerażająca liczba, bo to oznacza, że większość dyrektorów szkół w Polsce nie podejmie działań w takiej sytuacji. Wśród tych, którzy odpowiedzieli, nikt nie udzielił odpowiedzi na wszystkie trzy pytania. Większość nie odpowiedziała na żadne z nich – komentuje wyniki badań prof. Tyrowicz.

Jak rozwiązać problem?
– Naszym zdaniem, tak jak patrzymy w te liczby, kłopotem w tym systemie nie jest brak pieniędzy. Kłopotem jest to, że nie mamy właściwych kryteriów i w związku tym pieniądze nie zawsze trafiają tam, gdzie powinny, bo odcinamy grupę osób, która powinna zostać objęta dożywianiem. Po drugie bardzo niewiele wiemy na temat odżywiania. Żaden z dyrektorów szkół nie skierował nas do żadnego źródła, gdzie ta matka mogłaby dowiedzieć się więcej na temat problemu niedożywiania – mówi prof. Tyrowicz.