Praca z domu czy praca w domu

Praca z domu czy praca w domu

Po wybuchu pandemii, a w szczególności po tym, jak rządy zaczęły zamykać gospodarki, wielu z nas – zawodowych badaczy gospodarek – ruszyło na polowanie: chcieliśmy zrozumieć w jaki sposób wirus wpłynie na gospodarkę. Początkowo nie było bieżących danych, korzystaliśmy więc z tego, co było: na bazie mało kontrowersyjnego założenia, że im naszą pracę trudniej przenieść do domowego biura, tym więcej zapłacimy za kryzys, symulowaliśmy potencjalny wpływ korony na rynek pracy. Definicje tego, kto może pracować z domu, różniły się między badaniami. Niektórzy odwoływali się do deklaracji pracowników o charakterystyce ich pracy. Inni analizowali zachowania z przeszłości. Jeszcze inni zliczali, jaka liczba zadań w ramach poszczególnych zawodów wymaga fizycznej obecności lub interakcji. Podejścia te doprowadziły do podobnych wniosków. Osoby o niższych dochodach, gorzej wykształcone i o statusie migranta częściej pracowały w zawodach trudniejszych do wykonywania w warunkach pandemii. A kobiety? Tu w analizach ex ante brak było spójności. Część opracowań wskazywała, że kobiety mają lepszy dostęp do telepracy, inne, że to mężczyźni mają lepiej, jeszcze inne, że właściwie brak istotnych różnic. Czy to oznacza, że mężczyźni i kobiety doświadczyli pandemii tak samo? 

Po kilku miesiącach pracy w warunkach koronawirusa spekulacje możemy zacząć zastępować faktami. Wszystko wskazuje na to, że koronawirus mocniej dotknął kobiety. 

Część tego zjawiska, możemy przypisać faktowi, że kobiety częściej pracują w sektorach zamrożonych na czas pandemii. Badanie przeprowadzone przez Wojciecha Kopczuka i współautorów dla Norwegii oraz badanie Alexandra Bicka i Adama Blandina dla USA pokazują, że ten kanał tłumaczy gorszą sytuację kobiet w początkowej fazie kryzysu. Różnice w strukturze zatrudnieniu nie pokazują jednak całej historii. Marta Golin (Oksford) i współautorzy porównali sytuację w USA, Wielkiej Brytanii i Niemczech w reżimie kwarantanny i dystansowania społecznego. Zgodnie z wcześniejszymi przypuszczeniami, osoby pracujące na stanowiskach, w których możliwa była telepraca, miały większe szanse na utrzymanie zatrudnienia. Patrząc na osoby o tej samej łatwości pracy z domu, ba nawet o tych samych zawodach, to kobiety częściej traciły pracę, zarówno w USA, jak i Wielkiej Brytanii. Sytuacja była lepsza w Niemczech, bo zwolnienia były znacznie mniejsze i znacznie równiej rozłożone. Za wcześnie jednak, by wieszczyć Niemkom sukces: to kobiety zdecydowanie bardziej boją się o przyszłość na rynku pracy.

Trudno oceniać, jak zmiany w popycie na pracę kobiet i mężczyzn postrzegają pracodawcy, tj. ile z zaobserwowanych różnic ma w sensie biznesowym jakiś cień uzasadnienia, a ile z nich to przejaw dyskryminacji. W tym kontekście bardzo wymowne są badania dotyczących samych badaczy, bo w nauce można zmierzyć dokładnie efekty pracy (np. liczba nowych publikacji złożonych do recenzji). Takie podejście stosują czterej ekonomiści z Cambridge: Noriko Amano-Patiño, Elisa Faraglia, Chryssi Giannitsarou i Zeina Hasna, wskazując, że w porównaniu z marcem i kwietniem 2019 roku, udział naukowczyń w nowych artykułach spadł. Udział kobiet w artykułach związanych z pandemią jest jeszcze niższy. Innymi słowy, kobiety nie rozpoczęły nowych badań w takim samym stopniu jak mężczyźni.

Wyjaśnieniem raczej nie może być to, że ekonomistki unikały tematów, w których nie miały specjalistycznej wiedzy. Przeglądając opublikowane artykuły odnosi się wrażenie, że dziś do dowolnego tematu można dodać Covid. Nie chodzi też o jakość intelektualną tych badań. Parafrazując redaktora z prestiżowego czasopisma, publikacje o koronawirusie konkurują ze sobą nie tyle błyskotliwością, ile szybkością. Cóż więc stoi za różnicą w wydajności? 

Najprawdopodobniej to kwestia ilości dostępnego czasu. Niby każdy z nas ma 7 dni w tygodniu i w każdym 24 godziny. Nie każdy z nas może tyle samo poświęcić na pracę, bo … ktoś jeszcze musi się zająć dziećmi. W odpowiedzi na pandemię do domów przenieśliśmy nie tylko biura, ale też szkoły, przedszkola i żłobki. W badaniu Golin i współautorów, na przykład, zbadano, jak rodzice podzielili się opieką i edukacją dzieci. We wszystkich trzech krajach to kobiety poświęcały o 20%-40% więcej czasu na te obowiązki. W skali tygodnia było to od 7 – w Stanach- do aż 14 godzin w Niemczech. To tak jakby tygodnie kobiet były o cały dzień krótsze. Dodatkowo, podane różnice są najprawdopodobniej niedoszacowane. Mężczyźni lubią się przechwalać ojcowskimi poświęceniami, co pokazuje np. Jill Yavorsku z Uniwersytetu w Ohio. Mając mniej czasu, kobiety rzadziej są w stanie realizować w pełni zobowiązań, nic więc dziwnego, że bardziej boją się o swoją zawodową przyszłość.

W danych można dostrzec też iskierkę nadziei. Naukowcy zidentyfikowali pewne pozytywne trendy dotyczące zaangażowania mężczyzn w opiekę nad dziećmi i obowiązki domowe.  Badanie Daniel Carlson z Uniwersytetu w Utach pokazuję, że w USA w co czwartej rodzinie ojcowie wykonują więcej obowiązków domowych niż przed epidemią. W co trzeciej rodzinie ich zaangażowanie w opiekę nad dziećmi wzrosło.  W Holandii, rodzice pracujący w tzw. kluczowych sektorach (np. służba zdrowia, edukacja transport), dzielili zadania niemal równomiernie. W Niemczech 20% ojców było głównymi opiekunami -- znacznie więcej niż w przed-covidowych czasach. Do równouprawnienia w strefie obowiązków domowych i wychowawczych daleka jednak droga. 

Gdy uderzy w nas jakieś kolejne pandemiczne nieszczęście, warto uwzględnić nie tylko korzyści, ale też koszty zamykania placówek edukacyjnych. W świetle rosnącej liczby badań wskazujących na to, że dzieci nie tylko rzadziej chorują na koronawirusa, ale też nieszczególnie go rozprzestrzeniają, być może decyzja o zamknięciu szkół i przedszkoli była nieco pochopna. Niezależnie od ewentualnych korzyści zdrowotnych, powinniśmy pamiętać, że zamknięcie placówek edukacyjnych nakłada poważne ograniczenia na połowę siły roboczej. Poważnie ogranicza też liczbę zadań, które można wykonać z domu. Jeśli już koniecznie chcemy zamknąć placówki opiekuńcze, warto mieć świadomość możliwych konsekwencji dla rynku pracy.

Forbes Women, 10.06.2020