Słodka pokusa – o optymalnym opodatkowaniu cukru

Słodka pokusa – o optymalnym opodatkowaniu cukru

Otyłość dzieci, nadciśnienie dorosłych, cukrzyca osób starszych – za wszystkie te nieszczęścia odpowiada cukier. Nic dziwnego, że na całym świecie debatuje się o opodatkowaniu cukru, na równi z nikotyną czy alkoholem. Czy to dobry pomysł? Jeśli tak, to jak wysoki powinien być taki podatek? Jak go skonstruować? Czy przypadkiem nie zwiększymy tym sposobem regresywności systemu podatkowego?

Opodatkowanie cukru to przykład tzw. podatku Pigou, czyli podatku, którego celem nie jest wygenerowanie przychodów dla budżetu, lecz skorygowanie indywidualnych wyborów, tak by były bliższe społecznemu optimum. Takiego podatku potrzebujemy w dwóch sytuacjach. Po pierwsze, gdy konsument nie uwzględnia w pełni wpływu swoich działań na otoczenie (efekty zewnętrzne). W przypadku spożywania cukru nie bierzemy np. pod uwagę wzrostu wydatków na służbę zdrowia wynikających ze wzrostu otyłości, cukrzycy typu 2, itd. Po drugie, podatek Pigou może pomóc, gdy konsument podejmując decyzje, nie uwzględnia w pełni indywidualnego kosztu własnych działań (efekty wewnętrzne).

„Niewłaściwych” wyborów dokonujemy gdy nie dysponujemy pełną wiedzą na temat danego zaganienia. Wybory Kowalskiego znacznie róznią się od wyborów specjalisty. Na przykład, Bart Bronnenberg (Stanford) pokazuje, że osoby z wykształceniem medycznym w 26% przypadków wybierają leki generyczne zamiast droższych markowych odpowiedników, w porównaniu do 9% wśród osób bez wykształcenia medycznego. Szefowie kuchni kupując sól czy cukier korzystając z marek własnych supermarketów 1.5 razy częściej niż domorośli kucharze o tym samym dochodzie. Nawet jeśli mamy specjalistyczną wiedzę dietetyka, wybierając kolejny posiłek nasza długookresowa cierpliwa wersja siebie nadal może przegrać z tą niecierpliwą, która chce żyć tu i teraz.

Drugim źródłem „niewłaściwych” wyborów są właśnie problemy z samodyscypliną. Wiemy, że powinniśmy się odżywiać zdrowo, ale mamy tendencje do odkładanie tego na później. Sally Sadoff (UC San Diego) i współautorzy przeprowadzili eksperyment, w którym uczestnicy zamawiali jedzenie z wyprzedzeniem. Na dzień przed dostawą mogli zmienić swoje wybory. Okazało się, że jeśli dokonujemy zmiany – odbywa się to w kierunku mniej zdrowej żywności. W kolejnym etapie eksperymentu uczestnicy mogli zrezygnować z możliwości zmian, czyli zyskać narzędzie, które w pewnym sensie za nich dokonuje zobowiązania do zdrowszego stylu życia. Z takiej opcji skorzystała jedna trzecia uczestników. Byli to ci uczestnicy, którzy w pierwszej fazie eksperymentu i tak żywili się zdrowiej.

Z tych dwóch powodów – występowania efektów zewnętrznych i efektów wewnętrznych – w ekonomii nie jest kontrowersyjnym stwierdzenie, że paternalistyczny rząd może pomóc obywatelom żyć lepiej, opodatkowując szkodliwe dla nich wybory i dostarczając im mechanizmów ułatwiających dotrzymanie zobowiązań, jakie składają sami sobie.

Tylko co dokładnie opodatkować? Cukier cukrowi nierówny. Na przykład cukier w dosładzanych napojach jest wyjątkowo kłopotliwy: popijając obiad słodkim napojem, zjemy średnio tyle samo co, gdy wybierzemy dietetyczny odpowiednik, a energia przyjmowana w formie płynnej na krócej daje uczucie sytości. Co więcej, dosładzane napoje zwiększają ryzyko cukrzycy typu 2. Być może dlatego dosładzane napoje są wyjątkowo dobrym kandydatem do opodatkowania i obecnie 39 państw i 23 z 51 stanów USA wprowadziło specjalny podatek na ich konsumpcję. Ma to nawet sens, bo podatek Pigou działa tylko wtedy, gdy popyt na dane dobro silnie reaguje na zmiany cen, ale akurat popyt na dosładzane napoje spełnia to kryterium.

A jak ustalić wysokość takiego podatku? Hunt Allcott (NYU) pokazuje, że jeśli przeciętna amerykańska rodzina podejmowałaby decyzje o odżywianiu, dysponując wiedzą specjalisty i perfekcyjną samokontrolą to spożycie dosładzanych napoi spadłoby o ponad 30%. Uwzględniając elastyczność popytu, możemy to przetłumaczyć na opodatkowanie każdej łyżeczki cukru stawką 0,6 centa. Gdyby zamiast całości kosztów, uwzględnić tylko te płynące z efektów zewnętrznych, powinniśmy nałożyć podatek w wysokości 0,1 centa na każdą łyżeczkę cukru. Te wyliczenia odpowiadają oczywiście wzorcom konsumpcji i specyfice rynku w danym kraju, tj. nie można ich mechanicznie przenieść np. na rynek rodzimy. Warto jednak pamiętać, że krzywda, którą robimy sobie, jest znacznie większa, niż ta wobec społeczeństwa.

Czy jednak opodatkowaniem cukru nie zaszkodzimy najbiedniejszym? Konsumpcja cukru nie jest równo rozłożona a w krajach rozwiniętych im dochód wyższy tym cukru w diecie mniej. Opodatkowanie słodkiej pokusy może wyjątkowo mocno uderzyć w najbiedniejszych. Zanim jednak przesądzimy o regresywnym charakterze opodatkowania cukru, nie możemy zapomnieć o rozkładzie korzyści. Te koncentrują się również w grupie osób o najniższych dochodach. Dzieje się tak z czterech powodów. Po pierwsze, osoby o niższym dochodzie dysponują przeciętnie mniejszą wiedza na temat odżywiania. Po drugie, wraz ze spadkiem dochodu rośnie częstotliwość, z jaką konsumenci raportują, że spożywają cukru więcej niż myślą, że powinni. Po trzecie, redukcja spożycia cukru jest większa wśród osób z mniejszym dochodem. Po czwarte, osoby o niższym dochodzie mają utrudniony dostęp do opieki medycznej. Łącząc progresywność korzyści z regresywnością kosztów efekt netto opodatkowania cukru jest stosunkowo płaski. Na opodatkowaniu cukru zyskują wszyscy, bez względu na zasobność portfela.  

GRAPE | Tłoczone z Danych – Dziennik Gazeta Prawna (12 sierpnia 2019)