Człowiek to najlepsza inwestycja a limit 30-krotności

Człowiek to najlepsza inwestycja a limit 30-krotności

Czy inwestując w siebie można oczekiwać godnej emerytury? Na tak postawione pytanie można odpowiedzieć zarówno: „oczywiście, tak!” jak i: „absolutnie, nie!”.

Rachunek inwestycji, czyli porównanie poniesionych nakładów z przyszłymi korzyściami musi (a) mierzyć wszystkie nakłady oraz (b) jakoś zdefiniować horyzont czasowy dla zwymiarowanych finansowo korzyści.

Czym są nakłady w rachunku inwestycji w siebie? Oprócz typowych kosztów finansowych (czesne, opłata za szkolenie, dojazdy, zakwaterowanie etc) należy uwzględnić także koszty alternatywne, czyli te przychody, które utraciliśmy (lub mogliśmy utracić) ucząc się, studiując czy dokształcając. Warto także pamiętać o przyjemności, z czasu, który można byłoby spędzić inaczej niż w auli. Siłą rzeczy, nakłady są zatem sprawą bardzo indywidualną. A korzyści z inwestycji w siebie? Zwykle: wyższe wynagrodzenie, mniejsze ryzyko utraty pracy i większe prawdopodobieństwo znalezienia nowej. Choć czynniki takie jak prawdopodobieństwo utraty pracy są bardziej zobiektywizowane niż bardziej subiektywna ocena „emocjonalnego kosztu” czasu poświęconego na podnoszenie wiedzy – ich ocena nadal pozostanie subiektywna, bo przecież nie żyjemy równolegle w dwóch ścieżkach naszej kariery: z wykształceniem i bez.

Badania empiryczne jednoznacznie wskazują, że wykształcenie formalne generuje zasadnicze korzyści: każdy jeden rok więcej wykształcenia to dochody o 7-8% wyższe, absolwent licencjatu zarabia średnio w każdym roku życia ok. 20-25% więcej niż porównywalna osoba, która nie poszła na studia, co systematycznie dokumentują dla wszystkich krajów świata George Psacharopoulos z Uniwersytetu w Georgetown oraz Harry Patrinos z Banku Światowego. Nie ma inwestycji na rynkach finansowych, która przez dekady niezmiennie przynosiłaby z naszych oszczędności wyższą stopę zwrotu niż własne wykształcenie. W takie oszacowania możemy wierzyć też dlatego, że przez lata badań, ekonomia znalazła sposoby sprawdzenia, że absolwent jest „naprawdę porównywalny” do nie-absolwenta i wyniki te potwierdzają się nawet dla naprawdę kiepskich studentów. Stąd wiemy też na przykład, że znaczenie mają nie same odbyte zajęcia, ale spełnienie wszystkich kryteriów do uzyskania dyplomu. Naturalnie, te stopy zwrotu są zróżnicowane w zależności od dziedziny wykształcenia, ale nawet niskopłatne zawody wymagające wykształcenia gwarantują dodatnią stopę zwrotu z inwestycji w siebie. Wątpliwości nie budzą także przeciętnie nakłady na dyplomy w stylu MBA, specjalizacje medyczne czy w zawodach prawniczych – pomimo wysokich kosztów uzyskania takiego wykształcenia i pomimo dużej rozpiętości dochodów w zależności od wybranej ścieżki kariery, absolwenci tych kierunków w sensie statystycznym zyskują więcej niż gdyby podobne pieniądze zainwestowali na giełdzie, nie wspominając o obligacjach rządowych.

Schody pojawiają się, gdy mowa o edukacji nieformalnej: szkoleniach, kursach zawodowych, językowych i certyfikacjach. O kursach językowych pisaliśmy nie tak dawno: w przypadku migracji oczywiście przynoszą korzyści, lecz jeśli zostajemy w kraju ojczystym, radość ze znajomości języka musi nieraz równoważyć niską rynkową wartość tej umiejętności. Jeśli chodzi o szkolenia, niedawne badanie OECD wskazuje, że tzw. uczenie się przez całe życie (szkolenia i kursy) podnoszą płace o ok. 3.5% w krajach rozwiniętych, problem jednak w tym, że bardzo trudno rozdzielić jaka część z tej premii płacowej to wynagrodzenie za większe ambicje i wyższą motywację – a jaka za faktyczne umiejętności. Badania wskazują, że szkolenia finansowane przez pracodawców podnoszą wydajność pracowników, ale niekoniecznie skutkują wzrostem wynagrodzeń. Niezmienność płac jest tym bardziej zastanawiająca, że zmienia się natura wykonywanych w pracy zadań, na te wyżej wynagradzane. To ostatnie badanie przeprowadzono w Niemczech, kraju o bardzo sztywnej siatce płac (i powszechnym programie voucherów szkoleniowych), co może tłumaczyć niewielkie efekty płacowe. Szczególnie szkolenia dla starszych pracowników nie skutkują wzrostem płac w Europie, ale ich celem mogło być podtrzymanie zatrudnienia, wówczas zwrotem z takiej inwestycji jest to, ile miesięcy czy lat dłużej ktoś pozostał na rynku pracy.

Podsumowując, na pewno finansowo korzystniej jest zainwestować w wykształcenie formalne niż ulokować te środki na rynku finansowym. Pewne wątpliwości co do atrakcyjności stopy zwrotu mogą budzić szkolenia i kursy zawodowe. Za tymi wątpliwościami częściowo stoi fakt, iż część szkoleń jest niezbędna by w ogóle pozostać aktywnym na rynku pracy – a nie po to, by podnieść wynagrodzenie per se.

I tylko mały problem. Prędzej czy później każdy z nas wycofa się z rynku pracy i przejdzie na emeryturę. Wyższe zarobki w ciągu całego życia pozwoliły na wyższy poziom konsumpcji, ale do systemu emerytalnego odprowadzaliśmy co najwyżej składki od 30 średnich krajowych. W skrócie mówiąc, nasza emerytura przez 25+ lat pobierania ma być sfinansowana ze składania przez 35+ lat po maksymalnie dwadzieścia kilka tysięcy złotych rocznie. Nie ma w matematyce wystarczającej magii procentu składanego, która zagwarantowałaby „godną emeryturę” z takich proporcji. Wyższe zarobki wynikające z inwestycji w siebie trzeba niestety w istotnej części przeznaczyć na inwestycje na rynkach finansowych, czyli systematyczne oszczędzanie. Inaczej emerytura godna nie będzie.

GRAPE | Tłoczone z Danych – Dziennik Gazeta Prawna (8 listopada 2019)