Lekcje z pandemii

Lekcje z pandemii

Piotr Dworczak

Pandemia zostawiła nas z pytaniami o których dziś część z nas wolałaby nie pamiętać. Weźmy szczepienia, podstawową broń w walce z pandemią. Czy nauczyliśmy się, jak je z głową dzielić? Powinny być darmowe czy odpłatne? Kto powinien być zaszczepiony jako pierwszy, a kto może poczekać w kolejce? To nie tylko dylematy moralne, ale też czysto ekonomiczne. Próbuję na nie znaleźć odpowiedź wspólnie z Mohammadem Akbarpourem, Erikiem Budishem i Scottem Duke Kominersem.

Zacznijmy od tego, jak wyglądałoby idealne kolejkowanie po szczepienia. Wyobraźmy sobie, że wiemy wszystko o każdym z obywateli. Nie tylko znamy jego wiek, płeć, zawód, miejsce pracy, ale też stan zdrowia, sytuację rodzinną i styl życia. Mając tę wiedzę możemy szczepić obywateli poczynając od tych, których zaszczepienie stworzy największą wartość społeczną. W pierwszej kolejności zaczepiona zostałaby np. schorowana pielęgniarka pracująca na oddziale zakaźnym, samotnie wychowująca dzieci i opiekująca się starszymi rodzicami. Jej szczepienie przyniosłoby największe korzyści zdrowotne, społeczne i ekonomiczne. Na końcu kolejki znalazłby się miliarder, który życie spędza w niedostępnej willi. Szczepiąc się nie tworzy korzyści ani dla siebie, ani dla społeczeństwa, ani nawet ekonomicznych, bo zdalnie zarządza swoim majątkiem.

Państwo nie ma tak szczegółowych informacji o obywatelach, a taka idealna kolejka oznaczałaby ogromną ingerencję w naszą prywatność. W pandemii państwa zdecydowały się więc na niedoskonałą wersję systemu: społeczeństwa podzielono na grupy w oparciu o dostępne kryteria (takie jak wiek i wykonywany zawód) i szczepiono je w turach. Co ciekawe, nawet najbardziej wolnorynkowe kraje zupełnie pominęły system rynkowy i szczepiły obywateli za darmo. Czy słusznie?

Szczepienia trafiły najpierw do personelu medycznego walczącego na pierwszej linii pandemicznego frontu, a przy odrobinie cierpliwości, każdy mógł zaszczepić się bez względu na grubość portfela. Jednocześnie grupy były szerokie i nieprecyzyjne, a o kolejności szczepień decydowały często koneksje, dostęp do informacji albo szczęście. Wiele osób spoza grupy priorytetowej, w obawie przed zarażeniem siebie i bliskich, przez długie miesiące izolowało się w domu, poświęcając życie zawodowe, rodzinne i towarzyskie. 

A gdyby każdy sam mógł kupić szczepionkę? Gdyby wszystko zostawić rynkowi? Państwo kupuje szczepionki od producentów, a następnie gra popytu i podaży na krajowym rynku wyznacza aktualną cenę szczepienia. Zaletą tego rozwiązania jest wolny wybór każdego obywatela: szczepić się teraz za wysoką cenę, czy poczekać aż ceny szczepień spadną w miarę wzrostu ich dostępności? Osoby, którym bardzo zależy na szczepieniu, mają możliwość zaszczepić się od razu – wystarczy, że sięgną do portfela. Np. osoby cierpiące z powodu izolacji w obawie przed zarażeniem chętnie zapłacą nawet wysoką cenę za odzyskanie normalnego życia. A zatem rynek zbliża nas do „idealnej kolejki” i to bez konieczności poświęcania prywatności. Jest jednak jedno ale… nie każdego będzie na szczepienie stać. Nasza schorowana pielęgniarka może długo wahać się przed wydaniem znaczącej sumy. W międzyczasie może zarazić nie tylko siebie, ale również pacjentów i starszych rodziców. Z drugiej strony, miliarder nie odczuje finansowego kosztu i zaszczepi się nawet jeżeli korzyści będą znikome. Zatem w systemie rynkowym decydującą rolę grają rzeczywiste potrzeby ale też grubość portfela.

Czy jesteśmy skazani na wybór mniejszego zła? A może wcale nie musimy wybierać? Alokacja hybrydowa wykorzystuje zalety darmowej i rynkowej. W skrócie działa tak: dzielimy społeczeństwo na grupy, a następnie decydujemy, w których z nich zastosować alokację darmową, a w których rynkową. W grupach priorytetowych o najwyższej użyteczności społecznej stosujemy darmową. Reszcie oferujemy szczepienia w mechanizmie rynkowym. Ale nawet tu uzależniamy ceny od charakterystyk grupy, stosując niższe ceny dla mniej zamożnych, jeżeli ich szczepienie jest pożądane społecznie.

Jak wyglądałoby to w praktyce? Wyobraźmy sobie trzy grupy: lekarzy, emerytów i resztę społeczeństwa. Przy alokacji darmowej, szczepilibyśmy kolejno lekarzy, emerytów, a potem pozostałych. W przypadku hybrydowej, tylko lekarze dostaliby bezpłatne szczepienie w pierwszej kolejności. Reszta musiałaby zapłacić. Zaraz po lekarzach szczepienia otrzymałaby większość emerytów – mogliby skorzystać z dużych zniżek – oraz pozostałe osoby o najwyższej skłonności do zapłaty i użyteczności społecznej. Na końcu szczepilibyśmy tych, którym na szybkim szczepieniu nie zależy i którzy woleliby zaczekać aż ceny spadną. 

System hybrydowy jest bardziej skomplikowany niż dwa pozostałe, ale wciąż jeszcze mamy czas, żeby przygotować się na następną pandemię. Bo że kolejna będzie, to pewne. Czy będziemy gotowi?

Dziennik Gazeta Prawna, 9 lutego 2024 r.

Tags: 
Tłoczone z danych