Pobożność w konfrontacji z GPS
Joanna Tyrowicz
Jak mawia słynny telewizyjny doktor House „wszyscy kłamią”. I choć nie jest doktorem nauk społecznych, to jeśli ma rację on – a raczej jego scenarzyści – to jesteśmy w tarapatach. Bo badamy czasem deklaracje, których wartość jest marna, jeśli wszyscy ciągle kłamą. No ale przecież nie w kwestii własnej pobożności?!
A jednak! Devin G. Pope z Uniwersytetu Chicagowskiego wykorzystał dane z logowania się do wież telekomunikacyjnych dla reprezentatywnej próby z populacji wszystkich posiadaczy telefonu komórkowego w USA. Te dane są z geolokalizowane, więc można je połączyć z informacją o adresach kościołów wszelkich denominacji. Dane zbierano od kwietnia 2019 do lutego 2020 (plan był na okrągłe dwanaście miesiący, ale pokrzyżowała go pandemia).
W badaniach ankietowych 46% Amerykanów deklaruje uczestnictwo w nabożeństwach, a dane z telefonów komórkowych wskazały, że 73% mieszkańców tego kontynentu choć raz w ciągu tych dziesięciu miesięcy przebywało przez przynajmniej 30 minut w triangulacji zawierającej w środku budynek kościoła. Czemu 30 minut? Bo dzięki temu eliminowane są krótkie „mignięcia” telefonu przy kawiarni obok oraz przypadkowe odwiedziny poza dniami modlitwy. Ale czemu ludzie chodzą do kościoła częściej niż deklarują? Bo w deklaracjach mówią o wizytach oprócz ślubów i pogrzebów, a dane z telefonów komórkowych nie „wiedzą”, czemu ktoś znalazł się w kościele.
Szczęśliwie, w badaniach ludzie mówią także o cotygodniowym uczestniczeniu w nabożeństwach: 22 proc. Amerykanów to deklaruje. Dane z komórek mówią: 5 proc, czyli cztery razy mniej. Jeśli popatrzeć nie tylko na zwyczajowe dni nabożeństw (niedziela w Chrześcijaństwie, piątek w Islamie, sobota w Judaizmie), ale na wszystkie dni tygodnia – maksymalnie 9 proc., czyli nadal ponad dwa razy mniej niż w deklaracjach.
Skoro wiemy, o którym kościele mowa, można też porównać kto najbardziej rozmija się z prawdą w badaniach ankietowych. W danych najwięcej jest osób deklarujących się jako Protestanci. W tej grupie rozbieżność jeśli chodzi o cotygodniowe uczestnictwo w nabożeństwach to 16 proc. wg danych z komórek w porównaniu do 19 proc. w deklaracjach. Podobne trzy punkty procentowe pojawiają się u Katolików: 6 proc. wobec 3 proc. Tyle, że w pierwszym przypadku kłamie co piętnasty, a w drugim przypadku – co drugi wierzący.
W tygodniach Wielkanocy i Bożego Narodzenia liczba uczestników rośnie niemal o połowę. Równie spektakularne skoki obserwujemy w Ramadanie, Ejdzie czy Yom Kippur. Kaprysy pogody też mają znaczenie: deszcz obniża frekwencję na nabożeństwach, a ciepły dzień ją podnosi. Uczestnicy niedzielnych mszy i piątkowych modlitw w większości przypadków spędzają w świątyni od 50 do 100 minut. Najkrócej – średnio 51 minut – przebywają w meczetach Muzułmanie, najdłużej – 115 minut – Świadkowie Jehowy.
Zadziwiająco klarowna jest też zależność między pobożnością a zachowaniem poza świątynią. Badanie pokazuje, że osoby regularnie uczestniczące w nabożeństwach z grubsza o połowę rzadziej odwiedzają kasyna, sklepy monopolowe czy kluby ze striptizem.
Na podstawie logowania w nocy można zdefiniować miejsce zamieszkania, a to z kolei pozwala oszacować majętność posiadaczy telefonów. Osoby najbardziej regularnie praktykujące charakteryzuje nieco niższy dochód niż ci, którzy odwiedzają kościół sporadycznie lub wcale. Po drugie, mediana dochodu gospodarstw domowych cotygodniowych uczestników wynosi 74 tys. dolarów, wobec 80 tys. u osób, które w ogóle nie odwiedzały miejsc kultu. Kiedy dwie losowe osoby uczestniczą w tym samym nabożeństwie w tej samej świątyni, ich dochody różnią się przeciętnie o 21 tys. dolarów – podobnie jak w przypadku osób w tym samym czasie kupujących w supermarkecie Walmart.
Jaki morał z tej historii? W wielu analizach procesów społecznych i ekonomicznych wykorzystujemy deklaracje z badań ankietowych, w tym te dotyczące religijności. Być może warto najpierw uzgodnić deklaracje z faktami, nim wyciągniemy jakieś fundamentalne wnioski.

Dziennik Gazeta Prawna, 6 lutego 2026 r.