Kalkulacja czy przekonania? Co wpływa na nasze opinie o podatkach?
Gdyby wszyscy ludzie kierowali się wyłącznie własnym interesem, jak zakładają najprostsze modele ekonomiczne, polityka podatkowa stanowiłaby jedynie wypadkową rozkładu dochodów i majątków w społeczeństwie, oraz przewidywań odnośnie ich przyszłych trajektorii. Debata publiczna skupiałaby się na efektach redystrybucyjnych danego podatku czy transferu, wyliczając precyzyjnie kto ile straci bądź zyska.
Tymczasem w rzeczywistej dyskusji znacznie częściej słyszymy argumenty odnoszące się do legitymacji danego poziomu bogactwa czy zarobków. Liberałowie twierdzą, że rezultat rynkowej alokacji odzwierciedla wkład poszczególnych osób w społeczny produkt, wynagradzając ich stosownie do ich wysiłku i umiejętności. Lewica odpowiada z kolei, że koncept zasługi, w którym jedną osobę uznać można za kilka tysięcy razy bardziej produktywną od innej pomimo tego samego czasu pracy jest chybiony, a ponadto pozycja społeczna w większej mierze zdeterminowana jest przez szczęście niż własny wysiłek.
Co istotne, ideowe pozycje poszczególnych osób nie muszą pokrywać się z ich bezpośrednim interesem. Niektórzy poczytują wręcz za dowód cnoty i intelektualnej uczciwości to, że popierają rozwiązanie, na którym sami by nie skorzystali. To sprawia, że forma i skuteczność podnoszonych argumentów nabierają bezpośredniego wpływu na system podatkowy. Niemieccy ekonomiści Patrick Sachweh i Debora Eicher postanowili zatem zbadać na ile stosunek do redystrybucji kształtowany jest przez status dochodowo-majątkowy, a na ile zależy od przekonań etycznych i poglądów na temat państwa i społeczeństwa. W tym celu przeprowadzili badanie ankietowe, w którym zapytali Niemców o ich stosunek do podatku majątkowego (który został w tym kraju całkowicie zniesiony w 1997 roku, choć nowsze analizy ekonomiczne sugerują, że jest on skuteczniejszy w redukowaniu nierówności niż podatek dochodowy). Ankieta różnicowała przy tym kontekst, w jakim pytano respondentów o zdanie. Niektórym prezentowano przypadek osoby, która fortunę zdobyła dzięki pracy, a innym takiej, która wzbogaciła się dzięki spadkowi lub wskutek spekulacji. Różnicowano również pochodzenie rodzinne fikcyjnego bohatera pytania.
Jak się okazało, przekonania dotyczące stopnia, w jakim majątek jest „zasłużony”, mają wymierny wpływ na poparcie dla jego opodatkowania. Przedstawienie majątku jako pochodzącego ze spadku lub spekulacji przekładało się na średnio częstsze poparcie podatku niż w przypadku majątku zdobytego własną pracą. Z kolei jeśli właściciel majątku wywodził się z ubogiej rodziny, respondenci byli mniej skłonni go opodatkować niż kogoś, kto urodził się zamożny.
Jeszcze ciekawszy jest wpływ własnej sytuacji na opinię o podatku majątkowym. O ile sama zamożność respondenta ma raczej marginalny wpływ na jego odpowiedź, o tyle osoby uważające, że na takim podatku by skorzystały, popierały go częściej niż ci, którzy sądzą, że by stracili lub nie zostaliby nim znacząco dotknięci. Może to sugerować, że znaczna część uboższych Niemców jest przeciwna podatkowi majątkowego między innymi dlatego, że nie zdają sobie sprawy, że sami by na nim skorzystali.
Zrozumienie tej dynamiki między interesem a ideą staje się zatem kluczowe dla zrozumienia trwałości nierówności i trajektorii ich narastania. Dopóki bowiem mit o 'od pucybuta do milionera' pozostaje żywy, nawet osoby ekonomicznie pokrzywdzone mogą bronić przywilejów najbogatszych, widząc w nich nie wyzysk, lecz słuszną nagrodę za życiowy sukces.